Blog
In dubio pro libertate
Bartłomiej Kozłowski
Bartłomiej Kozłowski "Civil Libertarian"
0 obserwujących 33 notki 36631 odsłon
Bartłomiej Kozłowski, 7 marca 2017 r.

„Klątwa” i publiczne nawoływanie do popełnienia zbrodni

970 3 0 A A A

Tekst dostępny także pod adresem http://bartlomiejkozlowski.pl/klatwa.htm dalej link do wersji PDF


Wydawać by się mogło, że zakaz publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa, a bardziej konkretnie zbrodni i jeszcze konkretniej morderstwa jest zakazem względnie jasnym i zrozumiałym. Przynajmniej, jeśli porównamy go np. z zakazem „nawoływania do nienawiści”, które jest w Polsce karalne wówczas, gdy chodzi o „nienawiść na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, albo ze względu na bezwyznaniowość” i gdy oczywiście nawoływanie takie ma charakter publiczny. „Nienawiść” to stan emocjonalny, który nie ma i nawet nie może mieć precyzyjnej definicji i jasno określonych granic – trudno jest powiedzieć, gdzie kończy się emocja, „nawoływanie” do której jest jeszcze dozwolone – np. nieufność, niechęć, czy uprzedzenie – a gdzie zaczyna się nienawiść, do której pod wspomnianymi powyżej warunkami nie wolno „nawoływać” pod groźbą spędzenia nawet 2 lat za kratkami. Z reguły ciężko jest z wymaganą w prawie karnym pewnością – gdzie wątpliwości muszą być rozstrzygane na korzyść oskarżonego – stwierdzić, jaką dokładnie emocję chciał u swych czytelników, słuchaczy czy też widzów wywołać autor takiej czy innej wypowiedzi i kategorycznie orzec, że emocja ta to „nienawiść na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, albo ze względu na bezwyznaniowość” nawoływania do której zabrania art. 256 § 1 k..k. (to że prokuratorzy i sędziowie niezbyt się takimi wymogami przejmują i oskarżają oraz skazują za „nawoływanie do nienawiści” to inna sprawa. W latach 80. też skazywali za „podejmowanie działań w celu wywoływania niepokoju publicznego” mimo, iż niepokój publiczny jest pojęciem co najmniej porównywalnie nieprecyzyjnym, jak nienawiść).


Fakt jednak, że w pewnej scenie z granego w warszawskim Teatrze Powszechnym spektaklu „Klątwa” motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Olivera Frljića niektórzy widzą nawoływanie do popełnienia zbrodni podczas gdy inni niczego takiego w niej nie dostrzegają pokazuje w sposób dobitny, że również zakaz nawoływania do popełnienia przestępstwa jest zakazem nieprecyzyjnym. Może jasne jest w jego przypadku do czego nie wolno nawoływać – na tyle w każdym razie, na ile jasne jest przestępstwo, o nawoływanie do którego chodzi. Lecz niekoniecznie już jest jasne, co jest takim – zagrożonym w przypadku publicznego nawoływania do zbrodni karą nawet 3 lat więzienia – nawoływaniem.


Powiedzmy jednak bliżej, czego dotyczy sprawa. Otóż w spektaklu Frljića jest scena, w której aktorka Julia Wójcik zwraca się do publiczności z następującym tekstem: „Oliver, znając moje poglądy, zaproponował mi scenę, w której miałam zbierać pieniądze na zabójstwo Kaczyńskiego (…) i miałam w tej scenie zapytać was, czy chcielibyście przeznaczyć pieniądze na ten cel i sprawdzić, czy nadal będziemy w ramach działania artystycznego, w tym przypadku spektaklu teatralnego. (…) Co się okazuje – naprawdę można znaleźć człowieka, który może to zrobić za 50 tysięcy euro, czyli tanio. No i właśnie teraz powinna być ta scena, właśnie teraz powinnam schodzić po schodkach z woreczkiem płacząc, że naprawdę żarty się skończyły i naprawdę boję się o przyszłość mojego kraju i powinnam teraz was prosić o jakieś małe wsparcie finansowe naszej kwesty, zaznaczając, jakie są wszelkie prawne konsekwencje tego działania”. Następnie aktorka cytuje art. 255 § 3, który mówi, że „kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni podlega karze pozbawienia wolności do lat 3” i z wyraźnym żalem dodaje: „No i przez to nie mogę przeprowadzić mojego eksperymentu, a moja scena marzeń została z tego spektaklu brutalnie wykreślona”.


No i jest ta scena „publicznym nawoływaniem do popełnienia zbrodni?”. Spróbujmy ocenić. Aby dokonać takiej oceny zwróćmy wpierw uwagę nie na to, co w tej scenie jest, lecz raczej na to, czego w tej scenie nie ma, a co w przypadku gdyby w niej było mogłoby wskazywać na to, że występuje w niej „publiczne nawoływanie do popełnienia zbrodni” – choć też niekoniecznie faktycznie by wskazywało, zważywszy, że chodziłoby o wypowiedź będącą częścią sztuki teatralnej, a nie o wypowiedź np. na politycznym wiecu. W inkryminowanej scenie nie jest powiedziane wprost, w sposób bezpośredni i jednoznaczny, że Jarosława Kaczyńskiego należy zabić. Nie ma tu sformułowanego explicite wezwania do dokonania politycznego mordu. Jest mowa o scenie zbiórki pieniędzy na zabójstwo Kaczyńskiego, która w spektaklu rzekomo miała być (miała być naprawdę?), ale która nie znalazła się w nim ze względu na potencjalne konsekwencje prawne. Wydaje mi się, że trudno byłoby ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że intencją autora tej sceny, czy wygłaszającej wspomniany tekst aktorki było nakłonienie kogoś do zabicia prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Są, owszem, jakieś fantazje na temat takiego zabójstwa, ale zbrodnie od niepamiętnych czasów są jednym z głównych tematów sztuki. Obowiązujące prawo zabrania publicznego nawoływania do popełnienia przestępstw i pochwalania ich popełniania – ale nie zabrania po prostu fantazjowania na temat przestępstw, nawet, gdyby chodziło o potencjalnie możliwe przestępstwo przeciwko ważnej figurze polskiego życia publicznego.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Kultura